WordPress - motywy, wtyczki, informacje, programowanie

Historia SEO

Historia SEO i pozycjonowania cz.1 – W epoce Internetu łupanego

Rozwijając się przez lata, Wordpress stał się narzędziem tak intuicyjnym i prostym w obsłudze, że często korzystają z niego osoby, które nie maja żadnej wiedzy technicznej. Prowadzą blogi, albo strony firmowe i zwykle nie rozumieją co to jest SEO, o co w tym chodzi, skąd się to wzięło i dlaczego ludzie tak bardzo utrudniają sobie życie. Aby to zrozumieć warto poszperać w historii Internetu.

Niezliczoną liczbę razy musiałem to tłumaczyć wielu ludziom, od prezesów całkiem dużych firm, na których stronę wchodziło pięć osób dziennie, poprzez blogerów, którzy pomimo  tego, że tworzyli ciekawe treści,  nie mogli się przebić, a skończywszy na ludziach zupełnie spoza branży, którzy pytali po prostu z ciekawości. Ten tekst pomyślany jest tak, aby zrozumiał go kompletny laik. Dlatego jest w nim trochę uproszczeń, ale sądzę, że dobrze wprowadza  w temat, przy okazji opowiadając o tym, co ja pamiętam, a wiele osób zna już tylko z opowiadań, o pierwszych latach Internetu.

Cała historia zaczęła się…

Dawno, dawno temu

W drugiej połowie lat 90-tych, kiedy nie było jeszcze Googla wyszukiwarki nie były zbyt popularne. Większość użytkowników, po połączeniu się z Internetem otwierała najpierw stronę jednego z portali. Dla wielu ludzi w Polsce, w tamtych czasach, Onet znaczył dokładnie to samo co Internet, ponieważ był instalowany jako strona startowa na sprzęcie firmy Optimus, wówczas jednego z wiodących producentów komputerów. Dla innych taką rolę „drzwi do Internetu” spełniała Wirtualna Polska. W USA podobną rolę pełniło Yahoo. Stąd zresztą wzięła się nazwa „portale„.

Tak naprawdę chronologię zaburza tutaj fakt, że polski rynek był kilka lat za amerykańskim, ale nie ma to znaczenia dla logiki procesu i tego jak rzeczy następowały po sobie.

Era portali

Portale z natury starały się obsłużyć większość potrzeb użytkowników, budowały jeden po drugim serwisy tematyczne dotyczące wszystkich dziedzin życia. Przez długi czas to właśnie serwisy portalowe – np. film.onet.pl czy muzyka.onet.pl były największymi i najlepszymi w swoich dziedzinach.

Onet.pl w roku 1999

Onet.pl w roku 1999

W portalach działały też  katalogi stron, które gromadziły linki do serwisów zewnętrznych. Specjalnie w tym celu zatrudniani ludzie przeglądali sieć w poszukiwaniu nowych, ciekawych serwisów i dodawali je do katalogu, opisując i przydzielając do odpowiedniej kategorii. Portale miały też wyszukiwarki, najczęściej oparte na oprogramowaniu Infoseek lub Altavista, ale nie cieszyły się one wielką popularnością, przede wszystkim dlatego, że działały kiepsko. Współczesny użytkownik, przyzwyczajony do skuteczności Googla, nie umiałby ich efektywnie używać.

Tuż przed wybuchem

To wszystko miało sens dopóki Internet był mały, co jak wiemy nie trwało długo. Liczba stron rosła bardzo szybko. Stawało się jasne, że nie da się tego ogarnąć ręcznie, bo taki proces zbyt długo trwa i zbyt wiele kosztuje. Poza tym, wadą katalogów było to, że wpisywano do nich serwisy jako całość, a nie ich poszczególne strony. Zatem do wielu informacji nie dało się po prostu dotrzeć w żaden sposób. Rosła potrzeba zbudowania naprawdę inteligentnych automatów, które mogą same przyglądać sieć, a potem pozwalają na precyzyjne wyszukiwanie informacji w jej zasobach.

Dziś wydaje się to oczywiste, ale kiedyś, w tamtych latach, to były rewolucyjne idee. Wielu ludziom wydawało się, że w Internecie będzie tak jak w świecie rzeczywistym, że wystarczy jakaś ograniczona liczba portali i profesjonalnych serwisów odpowiadających gazetom, setki, może tysiące, że będzie trochę zasobów, które można porównać do książek, że cześć rzeczy drukowanych zostanie z czasem do sieci przeniesiona, ale przecież (naprawdę tak mówili) informacji nie ma tak dużo. Nie ma tak wielu dziennikarzy, pisarzy, publicystów, żeby ją tworzyć.

Nie łatwo było wtedy przewidzieć, że nagle do tworzenia treści zabiorą się setki milionów ludzi i że informacja będzie powstawać masowo, mutować, zmieniać się,  zagłuszać nawzajem, tak jak to jest dzisiaj.

Przygody pierwszych wyszukiwarek

Wyszukiwarka internetowa automatycznie przegląda sieć, chodząc normalnie po linkach, podobnie jak to robi człowiek, i podczas tego przeglądania zapisuje informacje o odwiedzanych stronach w swojej bazie danych. Żeby zindeksować w ten sposób cały Internet i utrzymywać taki indeks w stanie w miarę aktualnym potrzebne są mocne komputery duże dyski i szerokie łącza, co na początku było głównym problemem wszystkich wytwórców wyszukiwarek. Zupełnie normalne było to, że nowa strona, lub zmiana strony pojawiała się w wynikach wyszukiwania dopiero po kilku tygodniach. Dziś jest to nie do pomyślenia, większość treści jest indeksowana niemal natychmiast.

Z czasem ważniejszym problemem stało się jednak ułożenie wyników wyszukiwania w dobrej kolejności, to znaczy takiej, żeby strony najbardziej wartościowe, i najbardziej związane z treścią zapytania znalazły się na górze listy. Dobre ułożenie strony wyników wyszukiwania (dziś nazywamy ją w skrócie SERP od angielskiego Search Engine Result Page) okazało się niezwykle trudne. Źródłem problemów był sam algorytm, czyli sposób w jaki wyszukiwarki oceniały wartość strony. Właściwie jedynym czynnikiem jaki był wówczas brany pod uwagę, była sama jej treść.  Jeśli w tytule, słowach kluczowych, które ustawia właściciel oraz w samej treści strony powtarzały się słowa „Kubuś” i „Puchatek”  to znaczy, że strona jest o Kubusiu Puchatku. Na pozór to logiczne, i na samym początku takie założenia algorytmu się sprawdzały jednak bardzo szybko pojawiły się problemy.

Natura ludzka w wkracza do akcji

W miarę jak rosła liczba stron w Internecie, rosła też rola wyszukiwarek, bo ludzie zaczęli poszukiwać treści poza portalami, często treści, których portale po prostu nie mogły serwować, na przykład bardzo szeroko rozumianej erotyki czy pirackiego oprogramowania. Rósł też Internet jako biznes i zaczęły się pojawiać istotne przychody z reklam. Internet przestał być już domeną poważnych firm i środowisk akademickich, które chciały się wymieniać wiedzą i propagować ją dla dobra ogółu, a stał się miejscem gdzie można zarobić pieniądze.

W awangardzie biznesów, które po te pieniądze się schyliły, w czasach kiedy na dużych portalach często zdarzały się odsłony stron bez bannerów (bo po prostu nie było dostatecznie dużo reklamodawców) była branża pornograficzna. Strony o tej tematyce nie mogły liczyć na obecność na Onecie, WP czy Yahoo i w ich katalogach. Jedyną drogą dotarcia do użytkownika były dla nich wyszukiwarki.

Bardzo szybko okazało się, że wyszukiwarki łatwo oszukać. Gdy tylko serial Disneya o sympatycznym misiu i jego przyjaciołach stał się popularny, po wpisaniu do wyszukiwarki „Kubuś Puchatek”, w dowolnym języku, dostawało się wyniku listę stron pornograficznych. Tak było ze wszystkimi „gorącymi tematami”. Każdy temat, który stawał się hitem, natychmiast był przechwytywany przez strony porno i strony pirackie.

Narodziny SEO

Termin SEO to skrót od Seach Engine Optimization. Oznacza takie przygotowanie strony WWW, żeby była ona dobrze widziana i wyświetlana przez wyszukiwarki. Termin ten został użyty po raz pierwszy w roku 1997, czyli długo przed powstaniem Googla. W Stanach Zjednoczonych, które względem polskiego rynku były mniej więcej 2-3 lata do przodu już wtedy pojawiła się myśl, że warto walczyć o pozycję w wyniku wyszukiwania. Wtedy nie był to jeszcze biznes, zaledwie trafna obserwacja.   i pierwsze próby, wśród nich również te nieuczciwe.

Ludzie, którzy się SEO zajmują zawodowo wyróżniają dwa rodzaje takich działań – White Hat SEO i Black Hat SEO.

Pierwszy – białe SEO – oznacza poprawne konstruowanie stron WWW, tak aby wyszukiwarki łatwo mogły rozpoznać ich prawdziwą tematykę i poprawnie je zindeksować. Nawet bardzo wartościowe strony, ale przygotowane niezgodnie z zasadami SEO będą się bardzo długo poniewierać gdzieś na odległych pozycjach wyników wyszukiwania. Mało kto będzie na nie trafiał, a cały wysiłek autorów będzie się zwyczajnie marnował. Praktyki White Hat SEO są więc jak najbardziej pożyteczne, mile widziane przez wyszukiwarki i całkowicie etyczne.

Po drugiej stronie mamy Black Hat SEO (czyli czarne SEO). Jego celem jest oszukanie wyszukiwarek, a w efekcie również ludzi, którzy z nich korzystają. Na końcu zaś chodzi po prostu o pieniądze, bo więcej użytkowników, to więcej odsłon reklam, więcej przypadkowych lub nieprzypadkowych klików w reklamy i większe zarobki dla właściciela strony.

Policjanci i złodzieje

Pierwszymi firmami, które intensywnie korzystały z praktyk Black Hat SEO (które zresztą wtedy jeszcze tak się nie nazywało), były strony porno. Ponieważ w tamtych czasach dla wyszukiwarek liczyła się tylko zawartość strony, oszustwo było stosunkowo proste. Wystarczyło w niewidocznych dla użytkownika polach (tak zwanych meta tagach) oraz niewidocznym tekstem w samej stronie (na przykład białą czcionką na białym tle) zapisać dużą liczbę wielokrotnie powtórzonych słów kluczowych, aby strona pojawiła się na wysokich pozycjach w wynikach wyszukiwania dla tych słów. Oszukany użytkownik o prawdziwej, widocznej dla niego treści strony dowiadywał się dopiero wtedy, kiedy na nią wszedł. Wyszukiwarka widziała tak naprawdę co innego, a ostateczny użytkownik co innego.

Właściciele wyszukiwarek starali się poprawiać algorytmy, ale powodowało to straty – coraz więcej stron wartościowych treściowo, ale na przykład nieudolnie zrobionych, było traktowanych jako spam. Problem gonił problem, próbowano bardzo wielu rozwiązań, ale żadne się nie sprawdzały. Nawet jeśli przez chwilę były skuteczne, eksperci od Black hat SEO szybko usprawniali swoje zabawki. Rozpoczął się wyścig wyszukiwarek z oszustami. Ten przysłowiowy wyścig policjantów i złodziei trwa do dziś, tylko teraz reguły gry narzuca Google.

W roku 1996 dwóch doktorantów uniwersytetu Standford w Kalifornii rozpoczęło pewien projekt badawczy i wpadło na zdawałoby się prosty pomysł, który po kilku latach zrewolucjonizował świat wyszukiwarek i w niebywały sposób przyśpieszył rozwój Internetu. Jednocześnie sprawił, że SEO we wszystkich swoich odmianach przestało już być dyscypliną siłową, a stało się wyrafinowana sztuką walki.

Czytaj dalej w artykule: Historia SEO i pozycjonowania (2) – PageRank i era nowożytna

Powiadomimy Cię o nowych artykułach

Komentarzy: 5

  1. Dobrze się to czyta, mimo tego że z mojej perspektywy troszkę inaczej to wyglądało. Jeszcze w latach 90 używało się Altavisty, a następnie przez dłuższy czas zdaje się jakiejś polskiej wyszukiwarki, której nazwy nie pamiętam (zdaje się że to był jakiś projekt którejś uczelni). Potem nastało Google i dzięki trafności wyszukań zyskało przychylność internautów.

    • A nie chodzi Ci przypadkiem o Infoseeka? Najpierw był w ICM, a potem też w Onecie. To była polska wersja na silniku Ultraseeka. Wspomniałem w tekście, ale jakoś nie wyróżniłem.

  2. Fajnie, bo prosto napisany jest ten artykuł. Czy odważysz się zacząć pisać o tych doktorantach? 😉 na czym opierają swoją siłę i na czym de facto zarabiają? [ich historię po 1996r.]

  3. Dziś zabawnie wspomina się czasy pierwszych wyszukiwarek – nagromadzenie słów kluczowych, podbijanie rankingu prymitywnymi metodami. Osobiście uważam, że to dobrze że Google wprowadza coraz to bardziej skomplikowane i pomysłowe algorytmy. Użytkownicy dostają wyniki, na które zasługują, a nie zbędny spam.

  4. I think that what you published made a lot of sense.
    But, think about this, what if you added a little information? I
    mean, I don’t want to tell you how to run your website, but
    suppose you added a post title to possibly get folk’s
    attention? I mean Historia SEO i pozycjonowania cz.1 – W epoce Internetu łupanego – WPinternals is a little boring.
    You might look at Yahoo’s front page and note how they create news titles to get people to open the links.
    You might add a related video or a pic or two
    to get people interested about everything’ve got to say.

    Just my opinion, it would make your posts a little bit more interesting.